Mityngi AA w całej Polsce2,734 spotkań · 1,072 miast

Autor: Mariusz Krzyszałowski · Opublikowano: 27.08.2026 · Aktualizacja: 01.09.2026

Wasze historie: Piotr – byłem buntownikiem, narkotyki zabrały mi wolność

Ilustracja do artykułu: Wasze historie: Piotr – byłem buntownikiem, narkotyki zabrały mi wolność

Mam 25 lat i jestem z Poznania. Przez kilka lat moje życie było podporządkowane narkotykom. Nie myślałem o tym, co będzie jutro, kogo zawiodę ani jakie będą konsekwencje. Najważniejsze było jedno: zdobyć pieniądze i kupić towar.

Od zawsze byłem buntownikiem. Nie lubiłem, gdy ktoś narzucał mi zasady albo mówił, co mam robić. Wydawało mi się, że niezależność polega na tym, żeby nikogo nie słuchać. Dopiero później zrozumiałem, że człowiek uzależniony nie jest wolny. To narkotyk zaczyna decydować za niego.

Poznań był moim punktem wyjścia, ale z czasem zacząłem dużo jeździć po Polsce. Pojawiałem się w Warszawie, Łodzi, Wrocławiu, Katowicach i innych miastach. Szczególnie zapamiętałem Warszawę i Pragę. Tłum ludzi, dworce, tramwaje, galerie handlowe, lombardy i stare kamienice. W takim mieście łatwo było zniknąć i przez chwilę udawać, że wszystko jest pod kontrolą.

Nie jeździłem jednak dla przyjemności. Jechałem tam, gdzie mogłem zdobyć pieniądze.

Kradłem w sklepach elektronikę, perfumy, ubrania i inne rzeczy, które można było szybko sprzedać. Część trafiała do lombardów, część do przypadkowych ludzi. Pieniądze znikały bardzo szybko. Czasami rano miałem kilkaset złotych, a wieczorem nie miałem nawet na jedzenie.

Nie zawsze udawało mi się wyjść ze sklepu niezauważonym. Czasami mnie łapano. Przyjeżdżała ochrona albo policja i kolejny raz kończyło się mandatem. Zdarzało się, że dostawałem po 500 zł.

Śmiałem się wtedy, że jestem „kolekcjonerem mandatów”.

Dzisiaj wcale mnie to nie bawi.

Mandaty nie dotyczyły tylko kradzieży. Bywały też po 100 zł za picie alkoholu pod chmurką. Park, ławka, okolice dworca czy jakieś miejsce między blokami — wtedy nie miało to dla mnie większego znaczenia. Kolejne sto złotych traktowałem jak coś normalnego. Papier trafiał do kieszeni, a ja wracałem do tego samego życia.

Z czasem nazbierało się tego sporo. Mandaty, długi, wezwania do zapłaty. Wtedy nie zastanawiałem się, kto i kiedy będzie musiał to wszystko uregulować. Liczył się tylko dany dzień.

Kiedy brakowało pieniędzy, zaczynało się kombinowanie od początku.

Z czasem kradzież przestała wydawać mi się czymś wyjątkowym. Stała się elementem codzienności. Nie zastanawiałem się nad ludźmi, których oszukiwałem, ani nad tym, dokąd mnie to prowadzi. Wszystko tłumaczyłem uzależnieniem i przekonaniem, że nie mam innego wyjścia.

W końcu moje życie ograniczyło się do narkotyków, pieniędzy, kłamstw i ciągłego napięcia. Bałem się policji, długów, ludzi, którym coś obiecałem, i przede wszystkim tego, że nie będę miał czym zaspokoić głodu narkotykowego.

Mimo tego długo nie chciałem przyjąć pomocy.

Kiedy pojawił się temat ośrodka, uważałem, że nie jest mi potrzebny. Nie chciałem przyznać, że straciłem kontrolę.

Trafiłem do Nowego Dworku.

Początki były trudne. Nagle znalazłem się w miejscu, gdzie obowiązywał plan dnia, zajęcia, obowiązki i konkretne zasady. Nie można było po prostu wyjść, zniknąć albo robić wszystkiego po swojemu.

Byłem buntownikiem i od razu wszedłem w konflikt z tym porządkiem.

Podważałem polecenia, wdawałem się w dyskusje i źle reagowałem na uwagi terapeutów. Kiedy ktoś próbował mi coś wytłumaczyć, odbierałem to jako próbę kontrolowania mnie.

Któregoś dnia usłyszałem:

— Skoro twój sposób życia działał, to dlaczego jesteś tutaj?

To zdanie długo siedziało mi w głowie.

Na społecznościach terapeutycznych początkowo zachowywałem dystans. Słuchałem historii innych osób i porównywałem się z nimi. Myślałem, że skoro ktoś miał cięższe doświadczenia, to ze mną nie jest jeszcze tak źle.

Dopiero kiedy miałem opowiedzieć własną historię bez usprawiedliwiania się, zobaczyłem ją inaczej.

Miałem 25 lat, byłem z Poznania, ale większość czasu spędzałem w drodze. Kradłem, sprzedawałem rzeczy, łapałem kolejne mandaty, piłem pod chmurką, kłamałem i podróżowałem po kraju po to, żeby zdobyć pieniądze na narkotyki. Moi bliscy często nie wiedzieli, gdzie jestem i kiedy wrócę.

Nie dało się już powiedzieć, że wszystko jest w porządku.

Po Nowym Dworku kolejnym ważnym etapem była Familia w Gliwicach.

Nadal byłem buntownikiem. Terapia nie sprawiła, że nagle zacząłem zgadzać się ze wszystkimi. W dalszym ciągu nie lubiłem ograniczeń i miałem potrzebę bronienia własnego zdania.

Różnica polegała na tym, że zacząłem sprawdzać, czy może jednak coś w tych zasadach jest.

Zacząłem chodzić na zajęcia nawet wtedy, kiedy nie miałem ochoty. Uczyłem się mówić prawdę, przyjmować krytykę i nie reagować od razu agresją. Coraz częściej potrafiłem powiedzieć, że mam gorszy dzień, że pojawił się głód albo że potrzebuję rozmowy.

Dla innych mogły to być drobiazgi. Dla mnie były ogromną zmianą.

Z czasem zrozumiałem, że regulamin nie miał mnie poniżać. Dawał mi porządek, którego od dawna nie znałem.

Rano wiedziałem, po co wstaję. Wiedziałem, co będę robił za godzinę. Nie musiałem zastanawiać się, skąd wziąć pieniądze, komu coś sprzedać ani czy mam jeszcze możliwość zdobycia narkotyku.

Po raz pierwszy od dawna zwykły dzień nie był walką o kolejną działkę.

Podczas jednej z rozmów terapeuta zapytał mnie, co dają mi narkotyki.

Odpowiedzi miałem wiele: spokój, energię, zapomnienie.

Potem zapytał:

— A co ci zabrały?

Tu odpowiedź była dużo trudniejsza.

Zabrały zaufanie bliskich, pieniądze, relacje, poczucie bezpieczeństwa, spokojny sen i szacunek do samego siebie. Zostawiły za to długi, mandaty, problemy i wspomnienia, z których nie ma się czym chwalić.

Wtedy dotarło do mnie, że przez lata myliłem wolność z robieniem wszystkiego po swojemu.

W rzeczywistości to narkotyk decydował, kiedy wstanę, dokąd pojadę, skąd wezmę pieniądze i komu skłamię.

Trzeźwienie nie przyszło nagle.

Nie było jednego dnia, po którym stałem się innym człowiekiem. Zmiana następowała powoli.

Jeden dzień bez brania.

Jedna uczciwa rozmowa.

Jedna sytuacja, w której chciałem uciec, ale zostałem.

Jedna krytyka, której nie potraktowałem jak ataku.

Jeden trudny moment, który udało się przeżyć bez narkotyku.

W końcu zacząłem widzieć efekty.

Nie ze wszystkim zgadzałem się z terapeutami i do dziś mam własne zdanie. Przestałem jednak traktować każdą zasadę jak zamach na swoją wolność.

Zmieniło się także moje spojrzenie na Warszawę i Pragę.

Kiedyś kojarzyły mi się z nocnym życiem, ucieczką, kombinowaniem i możliwością rozpłynięcia się w tłumie. Galerie handlowe były miejscami, w których można było coś ukraść. Lombardy były sposobem na szybkie zdobycie pieniędzy. Dworzec oznaczał kolejny wyjazd i kolejną próbę zdobycia towaru.

Dzisiaj widzę w tym przede wszystkim samotność.

Mogłem być otoczony setkami ludzi, a jednocześnie nie mieć przy sobie nikogo, komu naprawdę ufałem.

Chciałbym kiedyś pojechać z Poznania do Warszawy zupełnie inaczej.

Nie po to, żeby coś ukraść, sprzedać czy zdobyć narkotyki.

Tylko normalnie.

Przejść Pragą, wejść do sklepu, zapłacić za zakupy, usiąść przy kawie i wrócić pociągiem do domu bez strachu, bez ochrony biegnącej za mną i bez kolejnego mandatu w kieszeni.

Dla wielu ludzi to zwyczajność.

Dla mnie właśnie tak wygląda odzyskiwanie normalnego życia.

Nie wiem, czy w uzależnieniu można kiedykolwiek powiedzieć, że wszystko jest już wygrane. Wiem natomiast, że nie chcę wrócić do człowieka, który wyjeżdżał z Poznania w Polskę tylko po to, żeby zdobywać pieniądze na narkotyki.

Nadal jestem buntownikiem.

Tylko dzisiaj ten bunt wygląda inaczej.

Nie buntuję się przeciwko ludziom, którzy chcą mi pomóc. Buntuję się przeciwko temu, co przez lata odbierało mi życie.

Nowy Dworek i Familia w Gliwicach nie nauczyły mnie ślepego posłuszeństwa. Pokazały mi, że czasami zasady nie ograniczają człowieka, tylko pomagają mu odzyskać kontrolę nad sobą.

Na początku byłem uparty i przekonany, że wiem wszystko najlepiej.

Potem zacząłem słuchać.

Później zacząłem próbować.

I dopiero wtedy zobaczyłem, że to naprawdę działa.

Dzisiaj nie obiecuję sobie, że każdy dzień będzie łatwy.

Wiem tylko, że mam coś, czego wcześniej nie miałem.

Mam szansę na normalną przyszłość.

Zapraszam na portal społecznościowy dla osób uzależnionych i ich rodzin. To miejsce rozmowy, wzajemnego wsparcia, wymiany doświadczeń i budowania trzeźwego życia. Dołącz do nas — razem łatwiej.

10 komentarzy

Podziel się swoim doświadczeniem z szacunkiem dla innych osób.

  1. Bardzo mocna historia, bo pokazuje paradoks, którego osoba w uzależnieniu długo może nie zauważać: Piotr uważał się za buntownika i człowieka niezależnego, a z czasem jego życie było coraz bardziej podporządkowane narkotykom. Najważniejsze stało się zdobycie pieniędzy i towaru, a decyzje, miejsca i ludzie zaczęli kręcić się wokół głodu.

    Szczególnie mocno działa opis wyjazdów z Poznania do Warszawy, Łodzi, Wrocławia czy Katowic nie po to, żeby poznawać świat, ale żeby kraść, sprzedawać rzeczy i zdobywać pieniądze na narkotyki. Mandaty, lombardy, picie pod chmurką i ciągłe kombinowanie stały się dla niego czymś zwyczajnym. To dobrze pokazuje, jak nałóg stopniowo przesuwa granicę tego, co człowiek zaczyna uważać za normalne.

    Najważniejsza zmiana przychodzi dopiero wtedy, gdy Piotr zaczyna rozumieć, że jego „wolność” w rzeczywistości była całkowitą zależnością. Narkotyk decydował, kiedy wstanie, dokąd pojedzie, skąd weźmie pieniądze i komu skłamie. Dla mnie właśnie to jest najważniejsze przesłanie tej historii: odzyskiwanie wolności zaczęło się od zaakceptowania zasad, pomocy i odpowiedzialności za własne życie.

    1. Najbardziej zatrzymał mnie fragment o tym, że kradzież z czasem przestała być dla Piotra czymś wyjątkowym i stała się częścią codzienności. To bardzo wyraźnie pokazuje, jak uzależnienie zmienia nie tylko zachowanie, ale również sposób oceniania własnych czynów. Kolejny mandat czy kolejna kradzież przestawały być alarmem, bo najważniejszy był następny narkotyk.

      W tej historii dobrze widać też mechanizm usprawiedliwiania się. Piotr tłumaczył swoje zachowanie uzależnieniem i przekonaniem, że nie ma innego wyjścia. Dopiero później zobaczył, że narkotyki nie tylko zabrały mu pieniądze i spokój, ale również zaufanie bliskich, relacje, poczucie bezpieczeństwa i szacunek do samego siebie.

      To ważne, że historia nie kończy się na samym przyznaniu „byłem uzależniony”. Zdrowienie zaczyna się tutaj od bardzo konkretnych zmian: mówienia prawdy, przyjmowania krytyki, zostawania w trudnej sytuacji zamiast ucieczki i uczenia się proszenia o rozmowę, kiedy pojawia się głód. Właśnie te pozornie małe rzeczy pokazują, że zmiana naprawdę zaczęła się dziać.

      1. Zdanie terapeuty: „Skoro twój sposób życia działał, to dlaczego jesteś tutaj?” jest chyba jednym z najmocniejszych momentów tej historii. Piotr przez długi czas bronił swojego sposobu funkcjonowania, nie chciał zasad i każdą uwagę odbierał jako próbę kontrolowania go. Jedno pytanie zmusiło go jednak do skonfrontowania tej wizji z faktami.

        Na społecznościach terapeutycznych nadal próbował porównywać się z innymi i myśleć, że skoro ktoś miał gorzej, to jego własny problem nie jest jeszcze tak poważny. Dopiero opowiedzenie własnej historii bez usprawiedliwiania pokazało mu cały obraz: kradzieże, mandaty, kłamstwa, wyjazdy po pieniądze na narkotyki i bliskich, którzy często nie wiedzieli nawet, gdzie jest.

        Dla mnie to bardzo trafnie pokazuje, dlaczego terapia wymaga szczerości. Dopóki człowiek wybiera tylko wygodne fragmenty swojej historii, zawsze może znaleźć powód, żeby uznać, że „nie jest jeszcze tak źle”. Przełom zaczyna się wtedy, gdy przestaje porównywać się z innymi i zaczyna uczciwie patrzeć na własne straty.

        1. Ciekawy jest w tej historii wątek regulaminu i zasad w Nowym Dworku oraz Familii w Gliwicach. Piotr, który całe życie utożsamiał niezależność z robieniem wszystkiego po swojemu, początkowo odbierał plan dnia, obowiązki i uwagi terapeutów jako zamach na wolność. Dopiero z czasem zobaczył, że porządek może człowieka nie ograniczać, ale chronić.

          Bardzo dobrze pokazuje to opis zwykłego dnia w ośrodku. Rano wiedział, po co wstaje i co będzie robił za godzinę. Nie musiał kombinować, skąd zdobyć pieniądze, komu coś sprzedać ani gdzie znaleźć narkotyk. Po latach chaosu właśnie przewidywalność i obowiązki zaczęły budować poczucie bezpieczeństwa.

          To jest dla mnie jeden z najważniejszych wątków tej historii. Czasami osoba uzależniona walczy z każdą granicą w imię wolności, choć jej codzienność jest już całkowicie podporządkowana substancji. Piotr nie przestał być buntownikiem, ale nauczył się odróżniać zasady, które go niszczą, od tych, które pomagają mu odzyskać kontrolę nad sobą.

          1. Mocno wybrzmiewa rozmowa, w której terapeuta pyta Piotra najpierw, co narkotyki mu dawały, a potem co mu zabrały. Na pierwsze pytanie odpowiedzi były łatwe: spokój, energia, zapomnienie. Drugie okazało się dużo trudniejsze, bo wymagało zobaczenia całego rachunku strat.

            Lista jest długa: zaufanie bliskich, pieniądze, relacje, poczucie bezpieczeństwa, spokojny sen i szacunek do samego siebie. W zamian zostały długi, mandaty, problemy i wspomnienia, z których nie ma się czym chwalić. Właśnie taki bilans bardzo dobrze pokazuje, dlaczego chwilowa ulga dawana przez narkotyk ma z czasem coraz wyższą cenę.

            Dla osób, które nadal widzą w używce głównie to, co ona „daje”, ta część historii może być szczególnie ważna. Dopóki patrzy się tylko na ulgę, energię czy zapomnienie, łatwo pomijać to, co dzieje się wokół. Zdrowienie zaczyna się między innymi od uczciwego zobaczenia obu stron tego rachunku.

  2. Bardzo dobrze, że Piotr nie opisuje trzeźwienia jako jednego wielkiego przełomu. Pisze wprost, że nie było dnia, po którym nagle stał się innym człowiekiem. Zmiana składała się z pojedynczych sytuacji: jednego dnia bez brania, jednej uczciwej rozmowy, jednej krytyki przyjętej bez ataku i jednego momentu, w którym chciał uciec, ale został.

    To jest chyba bardziej wiarygodne niż historie o nagłym „odrodzeniu”. Człowiek po latach uzależnienia nie odbudowuje zaufania, nawyków i sposobu reagowania w kilka dni. Piotr musiał uczyć się mówić, że ma gorszy dzień, że pojawił się głód albo że potrzebuje rozmowy. Dla kogoś z zewnątrz mogą to być drobiazgi, dla niego były ogromną zmianą.

    Najbardziej wartościowe jest właśnie pokazanie procesu. Trzeźwość nie pojawia się jako nagroda na końcu terapii, tylko jest budowana w kolejnych zwykłych decyzjach. Ta historia dobrze przypomina, że czasem postęp najlepiej widać nie w wielkich deklaracjach, lecz w tym, jak człowiek zachowuje się w jednej trudnej sytuacji inaczej niż dawniej.

    1. Poruszający jest końcowy obraz Warszawy i Pragi. Kiedyś dla Piotra te miejsca oznaczały możliwość zniknięcia w tłumie, kradzieże w galeriach, lombardy, kolejne wyjazdy i zdobywanie pieniędzy na narkotyki. Dzisiaj patrzy na te same miejsca przede wszystkim przez pryzmat samotności.

      Szczególnie mocne jest zdanie, że mógł być otoczony setkami ludzi, a jednocześnie nie mieć przy sobie nikogo, komu naprawdę ufał. To bardzo dobrze pokazuje, że fizyczna obecność ludzi nie oznacza jeszcze relacji ani wsparcia. Uzależnienie może funkcjonować w środku wielkiego miasta, w tłumie i ciągłym ruchu, a jednocześnie prowadzić do całkowitej izolacji.

      Jego marzenie, żeby kiedyś pojechać do Warszawy normalnie — wejść do sklepu, zapłacić, usiąść przy kawie i wrócić pociągiem bez strachu — może dla wielu osób brzmieć zwyczajnie. W kontekście tej historii właśnie ta zwyczajność staje się symbolem odzyskiwanego życia. Nie chodzi o spektakularny sukces, tylko o możliwość przeżycia normalnego dnia bez narkotyku i chaosu.

      1. W historii Piotra bardzo ważny jest moment, kiedy przestaje traktować każdą uwagę jako próbę kontrolowania go. W Nowym Dworku od razu wszedł w konflikt z zasadami, podważał polecenia i wdawał się w dyskusje. W Familii w Gliwicach nadal miał własne zdanie, ale zaczął sprawdzać, czy może jednak w tych zasadach jest coś, co mu służy.

        To nie jest historia o nauczeniu się ślepego posłuszeństwa. Wręcz przeciwnie — Piotr podkreśla, że nadal jest buntownikiem. Zmieniło się to, przeciwko czemu ten bunt kieruje. Kiedyś walczył z ludźmi, którzy próbowali mu pomóc, dziś mówi, że buntuje się przeciwko temu, co przez lata odbierało mu życie.

        Dla mnie to bardzo dojrzały fragment tej opowieści. Zdrowienie nie musi oznaczać utraty charakteru ani własnego zdania. Może oznaczać nauczenie się, kiedy opór naprawdę broni naszych wartości, a kiedy jest tylko automatyczną reakcją, która pomaga uzależnieniu utrzymać kontrolę.

        1. Ta historia bardzo wyraźnie pokazuje, jak uzależnienie potrafi zmienić codzienny system wartości. Piotr opisuje, że rano mógł mieć kilkaset złotych, a wieczorem nie mieć nawet na jedzenie. Pieniądze nie służyły już normalnemu życiu — miały jak najszybciej zamienić się w narkotyk.

          Tak samo było z mandatami i długami. Kolejne 500 zł za kradzież czy 100 zł za picie pod chmurką przestawały robić wrażenie. Papier trafiał do kieszeni, a on wracał do tego samego życia. Dopiero z perspektywy trzeźwienia widać, jak bardzo nienormalne rzeczy stawały się wtedy codziennością.

          To dla mnie mocny sygnał ostrzegawczy. Uzależnienie nie zawsze objawia się jednym spektakularnym upadkiem. Czasem widać je właśnie w tym, że człowiek przestaje reagować na kolejne straty i konsekwencje, bo cały jego system decyzji został podporządkowany zdobyciu substancji. Piotr dobrze pokazuje ten proces od środka.

          1. Końcowe zdania tej historii są mocne właśnie dlatego, że Piotr nie obiecuje sobie, że każdy dzień będzie łatwy. Nie mówi też, że wszystko jest już wygrane. Po latach życia podporządkowanego narkotykom mówi jedynie, że ma coś, czego wcześniej nie miał — szansę na normalną przyszłość.

            To dobrze współgra z całą wcześniejszą częścią opowieści. Zmiana przyszła przez słuchanie, próbowanie, zostawanie w ośrodku mimo chęci ucieczki, przyjmowanie krytyki i przeżywanie głodu bez narkotyku. Nie ma tutaj jednego magicznego rozwiązania. Jest długi proces, w którym kolejne decyzje zaczynają budować nowe życie.

            Dla osoby będącej na początku terapii ta historia może być ważna właśnie z tego powodu. Nie trzeba od razu wiedzieć, jak będzie wyglądało całe przyszłe życie. Czasami wystarczy zacząć od następnej uczciwej decyzji i dać sobie szansę zobaczyć, co wydarzy się wtedy, gdy człowiek przez jakiś czas przestanie uciekać od pomocy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie publikowany. Pola wymagane są oznaczone gwiazdką.

Administratorem danych jest Mariusz Krzyształowski. Dane z formularza wykorzystamy do obsługi Twojego zgłoszenia. Nie podawaj danych o zdrowiu lub uzależnieniu, jeśli nie są konieczne. Polityka prywatności i RODO.