Mam na imię Marek. Jestem z Łodzi. Dzisiaj mam za sobą 18 miesięcy bez heroiny. Dla kogoś może to być tylko liczba. Dla mnie to osiemnaście miesięcy życia, którego przez wiele lat właściwie już nie miałem.
Heroinę trudno nazwać częścią mojego życia. Ona w pewnym momencie stała się całym moim życiem.
Nie było planów, przyszłości, normalnych relacji ani zwykłego pytania: „co będę robił jutro?”. Było tylko jedno: skąd wziąć pieniądze, gdzie zdobyć heroinę i jak nie dopuścić do tego, żeby zaczęło mnie skręcać.
Zgierz znałem aż za dobrze
Na detoksie w Zgierzu lądowałem wiele razy.
Za każdym razem obiecywałem sobie, że to ostatni raz. Leżałem w łóżku i mówiłem sobie:
– Marek, zapamiętaj ten ból. Nigdy więcej nie chcesz tutaj wrócić.
A potem wychodziłem.
Mijał tydzień, miesiąc, czasami trochę więcej. Pamięć o cierpieniu zaczynała blednąć. Za to pamięć o heroinie potrafiła wrócić w kilka sekund.
Wystarczyło spotkać człowieka z dawnego życia. Przejść znajomą ulicą. Poczuć zapach klatki schodowej. Usłyszeć czyjś głos. Pokłócić się z kimś. Poczuć samotność.
I pojawiała się myśl:
„Tylko raz.”
W uzależnieniu „tylko raz” potrafi otworzyć drzwi do kolejnych miesięcy piekła.
Familia w Gliwicach
W pewnym momencie trafiłem na leczenie do Familii w Gliwicach.
Wydawało mi się, że tym razem naprawdę zrozumiałem.
Słuchałem. Rozmawiałem. Zaczynałem widzieć, jak bardzo narkotyk podporządkował sobie moje myślenie. Dowiadywałem się, że samo odstawienie heroiny nie oznacza jeszcze, że człowiek umie bez niej żyć.
Po leczeniu wytrzymałem dwa miesiące.
Dwa miesiące byłem czysty.
I właśnie wtedy popełniłem jeden z największych błędów. Zacząłem wierzyć, że już nad tym panuję.
Nie muszę się pilnować.
Nie potrzebuję pomocy.
Przecież od dwóch miesięcy nie biorę.
Może wcale nie jestem aż tak uzależniony, jak mi mówili?
Dzisiaj wiem, że przemawiało przeze mnie uzależnienie.
Wróciłem do heroiny.
Najpierw miał być jeden raz.
Potem drugi.
Później przestałem liczyć.
Sześć miesięcy ciągu
Przez następne pół roku znowu brałem.
To nie było życie. To było powolne znikanie człowieka.
Chudłem. Nie miałem siły. Nie interesowało mnie, jak wyglądam. Dni zlewały się z nocami. Czas odmierzałem nie godzinami, lecz kolejnymi dawkami.
Heroiny nie brałem już po to, żeby było dobrze.
Brałem, żeby przez chwilę nie było źle.
To ogromna różnica.
Pod koniec ciągu byłem wyczerpany. Organizm przestawał nadążać, psychicznie też się rozpadałem. Patrzyłem czasami w lustro i miałem wrażenie, że widzę obcego człowieka.
Pamiętam jeden moment.
Stałem przed lustrem i pomyślałem:
„Albo coś zrobię teraz, albo któregoś dnia już się nie obudzę.”
Zgłosiłem się ponownie na detoks w Zgierzu.
Pierwsza noc
Wiedziałem, co mnie czeka.
Może właśnie dlatego bałem się jeszcze bardziej.
Po odstawieniu heroiny organizm zaczyna brutalnie domagać się substancji, do której przez miesiące był przyzwyczajony.
Najpierw pojawił się niepokój.
Nie taki zwyczajny lęk, który można zagłuszyć rozmową. To było uczucie, jakby każda komórka ciała krzyczała, że czegoś jej brakuje.
Nie mogłem znaleźć sobie miejsca.
Pot oblewał mnie tak, że po chwili koszulka była mokra.
A później zaczęło się to, czego najbardziej się bałem.
Ból.
Mięśnie, stawy, plecy, nogi – wszystko bolało jednocześnie. Nie potrafiłem znaleźć pozycji, w której byłoby choć trochę lepiej.
Przewracałem się z boku na bok.
Podkurczałem nogi.
Prostowałem je.
Wstawałem.
Kładłem się.
Po chwili znowu wstawałem.
Ciało było niespokojne, napięte, momentami przechodziły przeze mnie dreszcze i skurcze. Raz było mi potwornie zimno, a chwilę później zalewał mnie pot.
Nie mogłem spać.
Minuty trwały jak godziny.
Druga doba
Wtedy było jeszcze gorzej.
Doszły skurcze brzucha, nudności i wymioty. Organizm zachowywał się tak, jakby próbował wyrzucić z siebie wszystko.
Pociłem się, trzęsły mi się ręce, bolały mnie mięśnie. Byłem potwornie zmęczony, ale nie mogłem zasnąć.
Najgorsze było to, że wiedziałem, jak szybko można ten stan przerwać.
Jedna dawka.
Mózg podsuwał najprostsze rozwiązanie:
„Weź. Ból zniknie.”
I właśnie wtedy zaczynała się prawdziwa walka.
Nie z pielęgniarką.
Nie z lekarzem.
Nie z regulaminem.
Z własną głową.
Pamiętam, że leżałem skulony i powtarzałem sobie:
„Jeszcze godzinę. Wytrzymaj godzinę.”
Nie myślałem o całym życiu bez heroiny. To było dla mnie wtedy niewyobrażalne.
Chciałem przeżyć następną godzinę.
Potem kolejną.
I jeszcze jedną.
Detoks nie wygląda jak scena z filmu, po której człowiek wstaje następnego ranka zdrowy i zaczyna nowe życie.
Organizm stopniowo się uspokaja, ale głowa pozostaje.
A uzależnienie mieszka przede wszystkim tam.
Nowy Dworek
Kiedy przeszedłem detoks, wiedziałem już jedno: samo oczyszczenie organizmu mi nie wystarczy.
Przerabiałem to wcześniej.
Potrafiłem nie brać.
Nie potrafiłem jeszcze żyć tak, żeby nie musieć brać.
Pojechałem więc do Ośrodka dla Osób Uzależnionych Nowy Dworek koło Świebodzina.
Tym razem postanowiłem zrobić coś inaczej.
Przestałem udawać bohatera.
Na terapii zacząłem mówić również o rzeczach, których wcześniej nie chciałem dotykać. O lęku. O wstydzie. O samotności. O kłamstwach. O ludziach, których skrzywdziłem. O tym, jak potrafiłem manipulować innymi, żeby zdobyć pieniądze albo możliwość dalszego brania.
Najtrudniej było zobaczyć siebie bez narkotyku.
Bo kiedy zabiera się heroinę, nie pojawia się automatycznie nowy człowiek.
Zostaje ten sam Marek.
Z tym samym życiem.
Tymi samymi wspomnieniami.
Problemami.
Długami.
Poczuciem winy.
Ludźmi, których zawiódł.
I dopiero wtedy trzeba zacząć to wszystko układać.
Ukończyłem terapię.
Tym razem po wyjściu nie powiedziałem sobie:
„Jestem wyleczony.”
Powiedziałem:
„Dostałem kolejną szansę.”
18 miesięcy
Dzisiaj jestem trzeźwy od 18 miesięcy.
Nie będę jednak opowiadał bajki, że od chwili ukończenia terapii wszystko stało się piękne.
Nie stało się.
Dawne życie czasami mnie dogania.
Są ludzie, których lepiej nie spotykać. Są miejsca w Łodzi, których unikam. Są wspomnienia, które potrafią pojawić się nagle.
Zdarzają się gorsze dni.
Czasami przychodzi zmęczenie. Złość. Samotność.
I wtedy gdzieś z tyłu głowy potrafi odezwać się ten stary głos:
„Pamiętasz? Jest sposób, żeby przez chwilę nic nie czuć.”
Pamiętam.
I właśnie dla tego nie chcę wracać.
Demon uzależnienia nie zniknął. Czasami mam wrażenie, że idzie kilka kroków za mną. Nie zawsze go widzę, ale wiem, że tam jest.
Różnica polega na tym, że dzisiaj nie muszę robić tego, co mi podpowiada.
Kiedyś chciałem tylko przestać cierpieć. Dzisiaj chcę żyć
Heroinę kiedyś uważałem za rozwiązanie moich problemów.
Później stała się największym z nich.
Zabrała mi czas, zdrowie, ludzi i szacunek do samego siebie. Wielokrotnie wracałem z detoksu przekonany, że teraz już będzie inaczej, a mimo to znowu brałem.
Dlatego człowiekowi, który dzisiaj leży gdzieś spocony, obolały i przekonany, że nie da rady wytrzymać kolejnej godziny, nie powiem:
„Musisz być silny.”
Powiem mu coś innego:
„Nie próbuj robić tego sam. Szukaj pomocy. A jeśli już raz upadłeś, drugi, piąty czy dziesiąty – wstawaj jeszcze raz.”
Ja też upadałem.
Wiele razy.
Dzisiaj mam 18 miesięcy trzeźwości.
Nie wiem, co będzie za dziesięć lat.
Wiem natomiast, czego chcę dzisiaj.
Dzisiaj nie biorę.
Jutro, kiedy się obudzę, podejmę tę decyzję jeszcze raz.
Mam na imię Marek. Jestem z Łodzi.
Byłem przekonany, że heroina któregoś dnia mnie zabije.
Dzisiaj żyję.
I po raz pierwszy od bardzo dawna nie chcę od życia uciekać.

