Czy trzeba być „na dnie”, żeby zgłosić się na terapię uzależnień?
Opublikowano: 27.09.2026
Pytanie czytelnika
Nie straciłem rodziny ani pracy, ale coraz częściej nie potrafię kontrolować alkoholu. Czy warto rozpocząć leczenie już na tym etapie, czy terapia jest przeznaczona głównie dla osób z bardzo zaawansowanym uzależnieniem?
Mariusz Krzyształowski
Nie trzeba być „na dnie”, żeby zgłosić się na terapię. Wręcz przeciwnie — im wcześniej zauważasz utratę kontroli, tym lepiej.
To, że nadal masz pracę, rodzinę i funkcjonujesz na co dzień, nie oznacza, że problem jest mały. W uzależnieniu ważniejsze od tego, ile ktoś już stracił, jest to, czy alkohol zaczyna przejmować kontrolę nad zachowaniem. Jeśli coraz częściej pijesz więcej, niż planowałeś, trudno Ci przerwać, wracają myśli o alkoholu albo zdarzają się sytuacje, których później żałujesz, to są wystarczające powody, żeby poszukać pomocy.
Mit „dna” bywa bardzo szkodliwy, bo podpowiada człowiekowi: „jeszcze nie jest ze mną tak źle”. A potem granica przesuwa się coraz dalej. Najpierw człowiek mówi: „nie piję codziennie”, później: „nie straciłem pracy”, potem: „przecież mam jeszcze rodzinę”. Tymczasem problem może się rozwijać przez lata.
Terapia nie jest tylko dla osób z bardzo zaawansowanym uzależnieniem. Może pomóc również wtedy, gdy dopiero widzisz pierwsze poważne sygnały. Można wtedy spokojnie przyjrzeć się swojemu piciu, mechanizmom utraty kontroli, sytuacjom wyzwalającym i temu, czy potrzebna jest abstynencja, ograniczenie picia czy pełniejsze leczenie.
Samo pytanie: „coraz częściej nie potrafię kontrolować alkoholu” jest już wystarczającym powodem, żeby umówić się na konsultację. Nie trzeba czekać, aż wydarzy się coś dramatycznego. W leczeniu uzależnień naprawdę lepiej przyjść za wcześnie niż za późno.
