Pochodzę z Jeleniej Góry. Moja historia nie jest opowieścią o łatwym zwycięstwie ani o cudownym uzdrowieniu. To historia człowieka, który przez wiele lat niszczył własne życie, krzywdził innych i nie potrafił przyznać, że największy problem tkwi w nim samym.
W latach dziewięćdziesiątych, podczas jednej z dyskotek, doszło do tragedii, która na zawsze zmieniła życie wielu ludzi. Byłem wtedy pod wpływem alkoholu i narkotyków. W trakcie konfliktu zabiłem człowieka.
Jedna noc. Jedno tragiczne wydarzenie. Jedno życie, którego nikt już nie mógł przywrócić.
Trafiłem do więzienia z wieloletnim wyrokiem.
Dzisiaj potrafię powiedzieć to wprost: odebrałem życie drugiemu człowiekowi. Jednak wtedy nie myślałem w ten sposób. Byłem przekonany, że zostałem sprowokowany, że to tamten człowiek wszystko rozpoczął i że sam ponosi winę za to, co się wydarzyło.
Przez długie lata właśnie tak usprawiedliwiałem swoje postępowanie.
Nie widziałem własnej odpowiedzialności. Nie dostrzegałem, jak bardzo alkohol i narkotyki zmieniły moje myślenie, zachowanie i sposób reagowania na otaczający mnie świat.
Nie uważałem się za człowieka uzależnionego. Dla mnie problemem byli inni ludzie, okoliczności, niesprawiedliwy los i więzienie, w którym musiałem spędzić najlepsze lata swojego życia.
Nie rozumiałem jeszcze, że zanim zatrzaśnięto za mną więzienną bramę, od dawna byłem już więźniem własnego uzależnienia.
Kilkadziesiąt zakładów karnych i dziesięć lat życia w zaprzeczeniu
Podczas odbywania kary przewinąłem się przez kilkadziesiąt zakładów karnych i aresztów śledczych w Polsce. Były wśród nich Czarne, Wronki, Szamotuły, wrocławska Klęczkowska, warszawska Białołęka i wiele innych miejsc, których nazw już nawet nie sposób wymienić.
Zmieniały się cele, więzienne mury, funkcjonariusze i ludzie, z którymi dzieliłem codzienność. Jedno pozostawało niezmienne — moje przekonanie, że jestem ofiarą okoliczności.
Potrafiłem godzinami rozmyślać o tym, co mi zrobiono, ile lat straciłem i jak bardzo zostałem skrzywdzony przez życie. Znacznie trudniej przychodziło mi zastanowić się nad tym, co ja zrobiłem drugiemu człowiekowi.
Tak mijały kolejne lata.
Nie rozumiałem mechanizmów uzależnienia. Nie wiedziałem, czym jest zaprzeczanie, racjonalizowanie własnych zachowań czy przerzucanie odpowiedzialności na innych.
Dzisiaj wiem, że właśnie te mechanizmy pozwalały mi przez lata uciekać przed prawdą.
Bo przecież znacznie łatwiej powiedzieć: „To on zaczął”, niż przyznać: „To ja odebrałem mu życie”.
Znacznie łatwiej obwiniać świat, niż zmierzyć się z własnym sumieniem.
Po dziesięciu latach nastąpił przełom
Musiało minąć około dziesięciu lat mojego pobytu w więzieniu, zanim wydarzyło się coś, co całkowicie zmieniło moje spojrzenie na życie.
Znalazłem się w tak głębokim kryzysie psychicznym, że podjąłem próbę samobójczą.
Uratowano mi życie. Trafiłem na oddział szpitala więziennego.
I właśnie tam, po dziesięciu latach odsiadki, po raz pierwszy naprawdę dopuściłem do siebie myśl, przed którą tak długo uciekałem.
A może to jednak ze mną jest coś nie tak?
To pytanie było początkiem wszystkiego.
Nie zmieniłem się w jednej chwili. Nie stałem się nagle innym człowiekiem. Jednak po raz pierwszy przestałem szukać winnych wyłącznie wokół siebie.
Zacząłem rozumieć, że mam poważny problem z uzależnieniem, że przez lata nie potrafiłem uczciwie spojrzeć na swoje zachowanie i że jeżeli chcę kiedykolwiek żyć inaczej, muszę zacząć od siebie.
Zrozumiałem też, że alkohol i narkotyki nie mogą być usprawiedliwieniem odebrania komuś życia.
To ja ponosiłem odpowiedzialność za swoje czyny.
Tego nie mogłem już cofnąć. Mogłem jednak zdecydować, jakim człowiekiem będę od tej chwili.
Wronki. Miejsce, w którym zacząłem naprawdę trzeźwieć
Podjąłem decyzję, że chcę się leczyć.
Zacząłem starać się o przeniesienie do Zakładu Karnego we Wronkach, gdzie mogłem podjąć terapię uzależnień.
Ostatecznie zostałem tam przetransportowany pod konwojem więziennym.
To właśnie we Wronkach rozpoczął się jeden z najważniejszych etapów mojego życia.
Podjąłem leczenie odwykowe. Zetknąłem się również z mitingami Anonimowych Alkoholików.
Początkowo nie wszystko rozumiałem. Musiałem nauczyć się słuchać innych ludzi i przyjmować do wiadomości rzeczy, których wcześniej nie chciałem o sobie wiedzieć.
Na mitingach spotykałem ludzi, którzy mieli za sobą różne historie. Jedni stracili rodziny, inni pracę, zdrowie, szacunek do samych siebie. Wielu przez lata żyło w przekonaniu, że potrafią kontrolować picie i że to inni są odpowiedzialni za ich niepowodzenia.
Słuchając ich opowieści, coraz częściej odnajdywałem w nich samego siebie.
Zrozumiałem, że nie jestem jedynym człowiekiem, który przez lata oszukiwał samego siebie. Że uzależnienie nie zaczyna się ani nie kończy na samym piciu alkoholu czy zażywaniu narkotyków.
To także sposób myślenia, reagowania na emocje, uciekania od odpowiedzialności i nieumiejętność radzenia sobie z własnym życiem.
Mitingi AA dały mi coś, czego wcześniej bardzo mi brakowało — możliwość uczciwego spojrzenia na samego siebie.
Nauczyłem się mówić o swoich słabościach, rozpoznawać własne błędy i słuchać bez natychmiastowego szukania usprawiedliwień.
To właśnie wtedy zacząłem naprawdę trzeźwieć. Nie tylko przestałem sięgać po substancje uzależniające. Zacząłem zmieniać swoje myślenie i całe życie.
Powoli odkrywałem, że trzeźwość nie oznacza jedynie abstynencji.
To również odpowiedzialność, pokora, uczciwość wobec siebie i innych ludzi oraz codzienna praca nad własnym charakterem.
Jeszcze dziesięć lat za kratami, ale już z innym spojrzeniem na życie
Przede mną pozostawały kolejne lata odbywania kary.
Nie mogłem wyjść z więzienia tylko dlatego, że podjąłem terapię i zacząłem rozumieć swoje błędy.
Musiałem ponieść konsekwencje tego, co zrobiłem.
Jednak te następne dziesięć lat było już zupełnie innym okresem mojego życia.
Wcześniej każdego dnia myślałem przede wszystkim o tym, ile jeszcze muszę odsiedzieć. Teraz coraz częściej zastanawiałem się, co mogę zrobić, żeby nie zmarnować kolejnej szansy.
Uczyłem się życia bez alkoholu i narkotyków. Pracowałem nad sobą, swoim zachowaniem i sposobem myślenia.
Zrozumiałem, że człowiek nie może zmienić przeszłości, ale może wziąć za nią odpowiedzialność i zdecydować, jak będzie postępował w przyszłości.
Zbrodnia, której się dopuściłem, na zawsze pozostanie częścią mojej historii. Żadna terapia, żaden miting i żaden dzień abstynencji nie przywróci życia człowiekowi, którego zabiłem.
Mogłem jednak zrobić wszystko, aby nigdy więcej nie wrócić do dawnego sposobu życia.
Po około dwudziestu latach pobytu w zakładach karnych odzyskałem wolność. Ze względu na dobre zachowanie karę skrócono mi o pięć lat.
Wyszedłem za więzienną bramę jako człowiek, który miał za sobą ogromnie trudną przeszłość, ale również zupełnie inne spojrzenie na przyszłość.
Wolność to nie koniec drogi. To początek odpowiedzialności
Kiedy opuściłem więzienie, wiedziałem, że trzeźwość trzeba pielęgnować każdego dnia.
Nie wystarczyło powiedzieć sobie: „Już nie piję, nie biorę narkotyków, więc wszystko jest w porządku”.
Życie na wolności stawia przed człowiekiem nowe wyzwania. Pojawiają się problemy, rozczarowania, trudne emocje i sytuacje, na które nie zawsze mamy wpływ.
Ale dzisiaj wiem, że nie muszę przed nimi uciekać w alkohol, narkotyki czy agresję.
Mogę szukać pomocy. Mogę rozmawiać z ludźmi. Mogę przyznać, że czegoś nie potrafię i że czasami potrzebuję wsparcia.
To nie jest słabość.
Dla mnie prawdziwą siłą okazała się umiejętność przyznania, że sam nie poradzę sobie ze wszystkim.
Dlatego po wyjściu na wolność zacząłem dzielić się swoją historią.
Chciałem przekazywać innym ludziom posłanie, że z uzależnienia można wychodzić nawet wtedy, gdy wydaje się, że wszystko zostało już stracone.
Że warto podejmować leczenie. Warto chodzić na mitingi. Warto prosić o pomoc i nie poddawać się po pierwszych niepowodzeniach.
Nie opowiadam swojej historii po to, żeby ktokolwiek mnie podziwiał albo usprawiedliwiał moje dawne czyny.
Opowiadam ją dlatego, że być może ktoś, kto dzisiaj pije, bierze narkotyki, niszczy relacje z najbliższymi albo stracił nadzieję na zmianę, odnajdzie w niej cząstkę samego siebie.
Być może zrozumie coś, czego ja nie potrafiłem zrozumieć przez pierwsze dziesięć lat spędzonych za kratami.
Że największa zmiana zaczyna się wtedy, kiedy przestajemy obwiniać wszystkich dookoła i zaczynamy uczciwie patrzeć na własne życie.
Moje przesłanie do każdego, kto wciąż walczy z uzależnieniem
Dzisiaj nie chcę nikogo pouczać ani przekonywać, że znalazłem receptę na wszystkie problemy.
Wiem jednak jedno.
Przez wiele lat żyłem tak, jakbym miał przed sobą nieskończoną ilość czasu. Wydawało mi się, że zawsze znajdzie się ktoś, kogo będę mógł obwinić za własne błędy.
Dopiero kiedy straciłem wolność, a później niemal straciłem również własne życie, zacząłem rozumieć, jak wiele zależy ode mnie.
Nie każdy musi przejść przez piekło więzienia, tragedię i rozpacz, żeby odkryć wartość trzeźwości.
Nie trzeba czekać, aż rozpadnie się rodzina, odejdą bliscy, zniknie zdrowie, a życie stanie się nie do zniesienia.
Można zacząć zmieniać je wcześniej.
Dlatego jeżeli dzisiaj masz szansę zrobić cokolwiek, żeby zmienić swoje życie — zrób to.
Jeżeli potrzebujesz terapii — poszukaj pomocy.
Jeżeli boisz się pójść na pierwszy miting AA — spróbuj przełamać ten strach.
Jeżeli czujesz, że alkohol albo narkotyki zaczynają rządzić twoim życiem — nie czekaj, aż odbiorą ci wszystko.
Nie obiecuję, że będzie łatwo.
Bo życie w trzeźwości nie zawsze jest łatwe. Nadal zdarzają się trudne dni, problemy i chwile zwątpienia.
Ale jest to życie zupełnie inne.
Bardziej świadome, poukładane i spokojniejsze. Takie, w którym człowiek może odnaleźć wewnętrzną równowagę, odbudowywać relacje i znowu dostrzegać sens codzienności.
Dzisiaj wiem, że trzeźwość jest czymś znacznie więcej niż niepiciem alkoholu i niebraniem narkotyków. Jest szansą na życie w zgodzie z samym sobą.
Ja potrzebowałem wielu lat, żeby to zrozumieć.
Ty nie musisz.
Jeżeli możesz coś zmienić w swoim życiu, zrób to już dzisiaj. Naprawdę warto.
Max — Jelenia Góra
Historia opracowana na podstawie relacji Maxa. To świadectwo wieloletniego uzależnienia, odpowiedzialności za własne czyny, trudnej drogi do trzeźwości i odzyskiwania sensu życia. Pokazuje, że nawet po najbardziej dramatycznych doświadczeniach możliwe jest podjęcie leczenia i rozpoczęcie wewnętrznej przemiany. Przeszłości nie można wymazać, ale można przestać pozwalać jej kierować własną przyszłością.

