Zbyt duża pewność siebie po roku trzeźwości
Opublikowano: 29.09.2026
Pytanie czytelnika
Po długiej abstynencji uznałem, że problem mam już za sobą i przestałem korzystać ze wsparcia. Kilka miesięcy później wróciłem do picia. Jak nie żyć ciągle „chorobą”, a jednocześnie nie zlekceważyć ryzyka nawrotu?
Mariusz Krzyształowski
Można żyć normalnie i nie koncentrować całego życia na uzależnieniu, a jednocześnie nie tracić czujności. To są dwie różne rzeczy.
Po roku trzeźwości łatwo dojść do wniosku: „skoro tyle czasu nie piję, to już mam to za sobą”. Problem w tym, że trzeźwość nie zawsze oznacza, że zniknęły mechanizmy, które wcześniej prowadziły do picia. Mogą przez długi czas pozostawać uśpione i odezwać się przy stresie, konflikcie, samotności, przemęczeniu albo właśnie wtedy, gdy człowiek zaczyna uważać, że już nie musi niczego pilnować.
Nie chodzi więc o życie z myślą: „jestem chory i zaraz się napiję”. Zdrowsze podejście brzmi raczej: „znam swoje ryzyko i wiem, co robić, gdy zaczyna się coś dziać”.
Pomaga zostawić sobie kilka stałych punktów bezpieczeństwa: kontakt z ludźmi, z którymi możesz uczciwie porozmawiać, okazjonalne spotkania ze specjalistą lub grupą, obserwowanie własnego stresu, snu i nastroju oraz reagowanie wtedy, gdy zaczynasz izolować się albo pojawia się myślenie typu „teraz już umiem pić normalnie”.
Warto też spojrzeć na nawrót nie tylko jako na moment wypicia alkoholu. Często zaczyna się wcześniej: rezygnacją ze wsparcia, izolacją, bagatelizowaniem problemu, powrotem do dawnych sposobów radzenia sobie i coraz częstszym myśleniem o alkoholu. Jeśli nauczysz się rozpoznawać te wcześniejsze sygnały, nie musisz żyć w ciągłym lęku przed nawrotem.
Najważniejsze jest znalezienie równowagi: trzeźwość ma być fundamentem życia, a nie całym życiem. Możesz rozwijać rodzinę, pracę, zainteresowania i plany, a jednocześnie zostawić sobie system wsparcia na wypadek, gdyby kiedyś zaczęło robić się niebezpiecznie.
