Mityngi AA w całej Polsce2,735 spotkań · 1,072 miast

Autor: · Opublikowano: 05.10.2026

PIJANY PACJENT ZABIŁ RATOWNIKA, KTÓRY PRZYJECHAŁ MU POMÓC. TAK ALKOHOL I UZALEŻNIENIE MOGĄ SKOŃCZYĆ SIĘ WIĘZIENIEM

Ilustracja do artykułu: PIJANY PACJENT ZABIŁ RATOWNIKA, KTÓRY PRZYJECHAŁ MU POMÓC. TAK ALKOHOL I UZALEŻNIENIE MOGĄ SKOŃCZYĆ SIĘ WIĘZIENIEM

Miał dostać pomoc medyczną. Dostał ją. Ratownicy przyjechali na wezwanie, zbadali go i chcieli przewieźć do szpitala. Chwilę później jeden z nich nie żył. Ta historia nie jest abstrakcyjną opowieścią o „problemie alkoholowym”. To brutalny przykład tego, jak picie, utrata kontroli i nieleczone uzależnienie mogą doprowadzić człowieka od butelki aż do zarzutu zabójstwa i perspektywy wieloletniego więzienia.

25 stycznia 2025 roku pogotowie ratunkowe zostało wezwane do mieszkania przy ul. Sobieskiego w Siedlcach. Adam Cz. źle się poczuł podczas spotkania, na którym spożywano alkohol. Według informacji przekazywanych przez organy ścigania był silnie nietrzeźwy. Ratownicy medyczni przyjechali po to, aby mu pomóc. Zbadali go i zdecydowali, że z powodu urazu głowy powinien zostać przewieziony do szpitala.

I właśnie wtedy wydarzyło się coś, co trudno racjonalnie pojąć.

Według ustaleń prokuratury mężczyzna sięgnął po noże i zaatakował ludzi, którzy chwilę wcześniej udzielali mu pomocy. Cezary L. został ugodzony w klatkę piersiową. Drugi ratownik, Mateusz M., próbował obezwładnić napastnika i sam został ranny. Mimo odniesionych obrażeń podjął walkę o życie kolegi.

Cezarego L. nie udało się uratować.

Człowiek, który miał ratować innych, zginął podczas wykonywania swojego zawodu. Nie na wojnie. Nie podczas interwencji policyjnej. Nie w sytuacji, w której spodziewał się przemocy. Zginął podczas niesienia pomocy pacjentowi.

To właśnie dlatego ta historia powinna być czytana nie tylko jako kronika kryminalna. Powinna być traktowana również jako ostrzeżenie.

ALKOHOL NIE ZAWSZE KOŃCZY SIĘ KACEM

Najbardziej zdradliwe w uzależnieniu jest to, że katastrofa rzadko zaczyna się od katastrofy.

Najpierw jest „tylko jedno piwo”. Potem kilka. Później picie w weekendy. Następnie picie po pracy, picie po kłótni, picie „na sen”, picie „dla rozluźnienia”. Później pojawiają się konflikty rodzinne, problemy w pracy, długi, utrata prawa jazdy, interwencje Policji, bójki, agresja.

A człowiek nadal potrafi mówić:

„Mam kontrolę”.

Do czasu.

Bo uzależnienie nie pyta człowieka, czy ma jeszcze pracę, rodzinę albo mieszkanie. Nie zatrzymuje się na granicy dobrego wychowania. Jeżeli nie jest leczone, może stopniowo przejmować kontrolę nad kolejnymi obszarami życia.

Nie oznacza to, że każdy człowiek uzależniony staje się agresywny. Byłoby to nieprawdziwe i krzywdzące. Ale nie wolno również udawać, że alkohol pozostaje bez wpływu na zachowanie. Nietrzeźwość może pogarszać ocenę sytuacji, zwiększać impulsywność, obniżać zdolność kontroli reakcji i wzmacniać zachowania agresywne.

A kiedy do uzależnienia dochodzi przemoc, konsekwencje potrafią być nieodwracalne.

OD BUTELKI DO CELI

W siedleckiej sprawie niezwykle istotny jest jeszcze jeden element.

Biegli psychiatrzy rozpoznali u oskarżonego zespół uzależnienia od alkoholu. Jednocześnie nie stwierdzili, aby choroba psychiczna pozbawiała go możliwości rozpoznania znaczenia czynów.

To bardzo ważne.

Uzależnienie nie jest automatycznym uniewinnieniem.

Picie nie jest przepustką do bezkarności.

Stan nietrzeźwości nie sprawia, że odpowiedzialność za przemoc magicznie znika.

Prokuratura oskarżyła Adama Cz. o zabójstwo jednego ratownika i usiłowanie zabójstwa drugiego. W przypadku skazania za tego rodzaju czyny konsekwencje mogą oznaczać dziesiątki lat pozbawienia wolności, a nawet karę dożywotniego więzienia.

I właśnie tutaj kończy się mit niewinnego „popijania”.

Bo człowiek może rano wyjść z domu jako wolny człowiek, wieczorem wypić za dużo, podjąć jedną katastrofalną decyzję, a następnego dnia obudzić się w celi z zarzutem, który zmieni całe jego życie.

Jedna noc.

Jedna awantura.

Jeden cios.

Jeden człowiek, który nie wrócił do rodziny.

I jeden człowiek, którego przyszłość może zostać zamknięta między murami zakładu karnego.

„MNIE TO NIE DOTYCZY” – NAJBARDZIEJ NIEBEZPIECZNE ZDANIE

Osoby rozwijające uzależnienie bardzo często nie widzą momentu, w którym przekraczają kolejne granice.

„Nie jestem alkoholikiem, bo pracuję”.

„Nie jestem alkoholikiem, bo nie piję rano”.

„Nie jestem alkoholikiem, bo inni piją więcej”.

„Nikogo przecież nie skrzywdziłem”.

Problem polega na tym, że uzależnienie nie ma jednego wyglądu.

Można mieć pracę i być uzależnionym.

Można mieć rodzinę i być uzależnionym.

Można nie pić codziennie i być uzależnionym.

Można przez lata funkcjonować pozornie normalnie, aż przyjdzie moment, w którym alkohol zabierze kontrolę tam, gdzie konsekwencje będą już niemożliwe do cofnięcia.

NAŁÓG MOŻE ZABRAĆ WIĘCEJ NIŻ ZDROWIE

O alkoholu mówi się najczęściej w kontekście marskości wątroby, nowotworów, chorób serca czy uszkodzenia układu nerwowego. Ale rachunek za uzależnienie może być znacznie większy.

Można stracić rodzinę.

Można stracić pracę.

Można stracić mieszkanie.

Można stracić prawo jazdy.

Można stracić wolność.

Można też odebrać życie drugiemu człowiekowi.

I właśnie dlatego leczenie uzależnienia nie jest oznaką słabości. Znacznie większym zagrożeniem jest wieloletnie powtarzanie sobie, że „jeszcze nie jest tak źle”.

Bo pewnego dnia może być już za późno.

W Siedlcach ratownik przyjechał ratować człowieka, który potrzebował pomocy.

Nie zdążył wrócić do domu.

I jeśli z tej tragedii ma wynikać choć jedna lekcja, powinna być brutalnie prosta:

alkoholu i uzależnienia nie należy lekceważyć. Nieleczony nałóg może odebrać zdrowie, rodzinę, wolność, a w skrajnych przypadkach również cudze życie. Zakład karny bardzo często nie jest początkiem problemu. Bywa jego ostatnim przystankiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie publikowany. Pola wymagane są oznaczone gwiazdką.

Administratorem danych jest Mariusz Krzyształowski. Dane z formularza wykorzystamy do obsługi Twojego zgłoszenia. Nie podawaj danych o zdrowiu lub uzależnieniu, jeśli nie są konieczne. Polityka prywatności i RODO.